Listy misjonarza 9

Home

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12 Nowy]

         Stacja Misyjna - Mingende / PNG

                         22 sierpnia 2005

 

 

Szczęść Boże!

    Pozdrawiam z mojej stacji misyjnej!

Drodzy Przyjaciele Misji chciałbym opisać Wam tym razem moją drogę do Kamanigle!

Kamanigle jest miejscem dosłownie za górami, lasami i trzema rzekami. Jest to mała parafia, która od wielu lat nie ma swojego stałego pasterza. Kiedyś przed wielu laty mieszkał tam brat zakonny, który spełniał funkcję proboszcza. Oczywiście bez odprawiania Mszy Św., ale nabożeństwo ze Świętą Komunią i wszystko inne co tylko może osoba bez święceń. Po jego wyjeździe parafia doglądana  była przez różnych misjonarzy, a obecnie od ponad czterech lat została przydzielona pod mają opiekę. Za czasów kolonii australijskiej prowadziła tam nawet dobra droga otrzymywana w stanie przejezdnym przez miejscowych ludzi. Raz w tygodniu wszyscy zobowiązani byli pracować nad jej utrzymanie w jako takim stanie. Od wielu lat nikt już jednak tego nie robi więc szybko przemieniła się w prawdziwie buszową drogę. Jako że moje białe suzuki jest jedynym samochodem na tej zapomnianej trochę drodze, więc słyszę nieraz jak ludzie mówią „rot bilong Pater Wojciech” (droga Ojca Wojciecha). Przed każdym  wyjazdem do Kamanigle najpierw zaopatruję się w odpowiednie narzędzia: łopata, gruba lina, siekiera, bushnife-ogromny nóż do cięcia trawy. Zawsze dobrze to mieć po ręką. Chociaż odległość nie jest zbyt imponująca bo zaledwie 35 kilometrów, ale na podróż potrzebuję około 4-5 godzin. Kiedy popada w nocy to czasami wydłuż się do 6 godzin,  dwa razy też  musiałem zawracać.   Przy każdej podróży zabieram ze sobą dwóch ludzi, którzy w razie problemów na drodze są niezbędni. Muszę przyznać, że nie miałem jeszcze wyjazdu, aby obyło się bez problemów. A to drzewo przewrócone, a to ogromne dziury, z których nie sposób wyjechać bez popychania, a to gdzieś ziemie się obsunęła i bez łopaty ani rusz. Raz wpadłem w taką dziurę, że samochód o mało nie poleciał w przepaść. Przed każdym wyjazdem polecam siebie i całą podróż św. Krzysztofowi, więc z pewnością to  jego zasługa, że nic złego się jeszcze nie stało. Trudności z drogą wynagradzają mi przepiękna widoki, czasami też czuję się jakbym nie jechał samochodem, ale leciał samolotem bo nie rzadko chmury mam pod nogami. Na drodze do Kamanigle można czasami spotkać przeróżne rzeczy, a to wąż pojawi się tuż przy samochodzie, a to drzewny kangur – kapul, pojawi się na krótko i szybko zniknie, a to gromadka dzikich świń wyleci za krzaka. Kiedy dopisuje mi szczęście to niekiedy mogę zobaczyć kolorowego rajskiego ptaka. Ptaki te są bardzo płochliwe więc na odgłos samochodu zaraz odlatują.  Czasami pojawia się  przepiękna tęcza, lub też kiedy wracam przed wieczorem mogę podziwiać  przepiękny zachód słońca. Nieraz ktoś z miejscowych ludzi utnie sobie drzemkę na drodze i wtedy może się  to skończyć bardzo źle. Mój poprzednik o mało nie rozjechał śpiącego na drodze mężczyzny. Później miał wiele kłopotów od rodziny tego człowieka. Zakończyło się co prawda szczęśliwie, ale musiał płacić niewielkie odszkodowanie. Tutaj w PNG zawsze kierowca będzie winny, a szczególnie jeśli jest to biały, bo to zawsze dobra okazja, aby dostać trochę pieniędzy. W zeszłym roku o mało ja sam nie rozjechałem starszej kobiety, która akurat na drodze myła sobie słodkie ziemniaki. Widoczność była kiepska z powodu dużej trawy, a kobieta zajęta pracą nie słyszała samochodu. Kosztowało mnie to później sześć paczek ryży, bo syn tej kobiety stwierdził, że jego mama bardzo przestraszyła się mojego samochodu. Na drodze do Kamanigle zawsze spotykam dużo dzieci, szczególnie kiedy zacząłem dawać im po cukierku. Dzieci te nie widziały innych białych poza mną, wiec zawsze  to dla nich jakaś atrakcja. Niektóre z nich na odgłos samochodu zaraz uciekają w ogromną trawą, aby po krótkim czasie zaraz szybko się pojawić. Przed dwoma laty policja popaliła dużo domów w tym rejonie poszukując skradzionych karabinów, stąd ten jeszcze strach na odgłos samochodu. Niekiedy zatrzymuję się  dłużej na drodze, aby porozmawiać z miejscowymi ludźmi. Wielu z nich to nie katolicy, nawet nie chrześcijanie, więc  poczęstunek papierosem  usuwa szybko wszelkie bariery. Mój wyjazd do Kamanigle przypada raz na dwa miesiąca, więc musze pomyśleć o wszystkim, aby czegoś nie zabrało. Jako że Kamanigle jest miejscem wysoko w górach, więc noce są tam czasami zimne, zwłaszcza w porze suchej.  Po ostatnich wakacjach w Polsce przywiozłem sobie ciepłą koszulę więc teraz doskonale się przydaje w tropikalnym klimacie. Nocuję w domu, który został wybudowany przez brata-proboszcza przed wielu laty. Przed każdym przyjazdem kupuje truciznę na szczury, bo nie zamieszkany dom jest ich ulubionym miejscem. Zadaniem katechisty jest rozłożyć ją kilka dni przed moim następnym przyjazdem.  Raz  zapomniał i później  miałem takiego jednego nieproszonego gościa  w pokoju. Noc miałem już z głowy. Przy każdym przyjeździe spotykam się z miłym przyjęciem parafian, którzy czekają na mnie zawsze z jakimś jedzeniem. A to ktoś przyniesie żywego kurczaka, a to parę główek kapusty, słodkie ziemniaki lub też trochę grochu. Zazwyczaj przebywam tam dwa lub trzy dni więc przygotowuję jeden  duży posiłek, aby wystarczyło już do wyjazdu. Po zakończeniu posługi pastoralnej – Masz Św., spowiedź, czasami chrzty, spotkanie z Radą Parafialną, itp. szykuję się do drogi powrotnej. Zawsze  śpieszę się aby zdążyć przed deszczem. Jadąc w dół po mokrej gliniastej  drodze  posuwam się czasami jak po lodzie. W takiej sytuacji najczęściej kieruję wzrok ku niebu. Ufam, że św. Krzysztof czuwa nade mną, ale też nie chcę nadwerężać jego cierpliwości,  więc ściętą trawą położoną na drodze jakoś zawsze szczęśliwie ratuję się z opresji. Kiedy już wrócę na główną stację do Mingende, biorę upragniony prysznic i odpoczywając zastanawiam się jak to będzie następnym razem na mojej  drodze do Kamanigle.

            Bardzo dziękuję za Waszą modlitwę!  Niech Was Jezus zawsze wspiera!

            Z serca błogosławię,

           

            O. Wojciech Niścigorski SVD

 

Wspomóż misjonarza

 

Webmaster: O. Wojciech Niścigorski SVD wojtekn@dg.com.pg Tafeto P. O. Box 109 Goroka, E. H. P. 441 Papua New Guinea