|
Stacja Misyjna - Mingende / PNG
30 stycznia 2000
Szczęść Boże!
„Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”Serdecznie pozdrawiam z kraju Rajskiego Ptaka! Do Papui Nowej Gwinei przyjechałem ponad pół roku temu. Po krótkim kursie miejscowego języka-pidgin, zostałem skierowany na moja pierwszą parafię Mingende. Jest to zarazem misyjne centrum dla naszej diecezji, a także siedziba biskupa. Do niedawna był nim Polak –bp Kurtz, ale został mianowany arcybiskupem w jednej z diecezji na wybrzeżu. Przebywam w górskiej części Nowej Gwinei, która w przeciwieństwie do wybrzeża jest bardziej zacofana, bo obfitująca w liczne problemy z pogańskiej, niedawnej przeszłości. Kościół rozpoczął tutaj działalność ewangelizacyjną 60 lat temu, a więc chrześcijaństwo i Kościół są tu jeszcze bardzo młode. Pocieszeniem jest jednak wspaniały górski klimat, tzw. wieczne lato, bez chorób tropikalnych, których przed wyjazdem trochę się obawiałem. Obecnie jestem na tzw. misyjnym wprowadzeniu u misjonarza z 30-letnim stażem Nasza parafia, jak na nowogwinejskie warunki, jest stosunkowo duża, bo liczy ok. 15 tys. ludzi i jest największa w diecezji. Działalność misyjna, która tutaj prowadzimy sprowadza się do obsługi duszpasterskiej stacji misyjnych rozproszonych w buszu. Do większości z nich można dojechać samochodem, choć drogi są trudne, ale do niektórych z miejscowości położonych w górach trzeba dojść pieszo. Podróż nie jest łatwa, bo i niektóre góry są dosyć strome i tutejszy busz niezbyt życzliwy dla człowieka. Ostatnie miesiące ubiegłego roku mieliśmy bardzo pracowite – z powodu przygotowań do Bożego Narodzenia i rozpoczęcia Jubileuszu Roku 2000. tutejsi ludzie bardzo emocjonalnie angażują się w życie religijne, czasami może nawet więcej ze strachu niż z autentycznej miłości do Boga. Przed końcem roku chcieli więc pozałatwiać wszystkie swoje religijne zaległości – chrzty, małżeństwa, rekolekcje, I Komunię itd. Szczerze przyznaję, że nie było czasu na nudę, ale mocno ufam, że ta praca przyniesie obfite owoce w niedalekiej przyszłości. Szczególnie jest to potrzebne w tym kraju, gdzie przyzwyczajenia z czasów pogańskich ciągle jeszcze tkwią w sercach miejscowych ludzi. Do tej pory spotykamy się, choć coraz rzadziej z przypadkami wielożeństwa, nawet wśród ludzi ochrzczonych. Z pogaństwa zachował się w nich duch walki plemiennej. Niedaleko od Mingende toczą walkę górale nowogwinejscy i to nie na żarty. Miejscowa policja nie może uporać się z tym problemem. Prawdziwą zmorą w sercach niektórych ludzi jest tzw. sanguma. To także dawna pozostałość. Jeśli ktoś w rodzinie niespodziewanie umiera, to pozostali członkowie zaczynają poszukiwać sprawcy tej śmierci, aby go surowo ukarać – uśmierceniem i spaleniem jego domostwa. Z drugiej jednak strony jakże dostrzegalne jest działanie Bożej laski w ludzkich sercach. W czasie przygotowań do Bożego Narodzenia, a więc w okresie szczególnego chyba jej działania, miałem możliwość obserwowania, jak niektórzy miejscowi raskale-huligani, którzy niejednokrotnie przysparzali kłopotów naszej stacji czy też poszczególnym księżom, teraz z pokorą wracali do Jezusa i Kościoła. Ktoś mógłby powiedzieć, że sprawił to strach przed Rokiem 2000, ale dla mnie było to potwierdzenie słów św. Pawła o grzechu i wzmożonym Bożym miłosierdziu. Mam nadzieję, że oni jeszcze niejednokrotnie doświadczą tego Bożego miłosierdzia w tym Świętym Roku, który przeżywamy. Polecam siebie i moich nowogwinejskich parafian Waszej modlitwie! Z Panem Bogiem! Wasz misjonarz, O. Wojciech Niścigorski - Werbista
|
|
Webmaster: O. Wojciech Niścigorski SVD wojtekn@dg.com.pg Tafeto P. O. Box 109 Goroka, E. H. P. 441 Papua New Guinea |